Start arrow Biblioteka arrow Artykuły arrow Kompendium Wiedzy Taliba ill Archimonda - Wyverny
Kompendium Wiedzy Taliba ill Archimonda - Wyverny Drukuj
Oceny: / 2
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Puenta   
09.04.2011.

Kompendium Wiedzy Taliba ill Archimonda - Wyverny

Autor: Marcin 'Puenta' Sokulski

Redakcja: Aleksandra 'Aleandra' Jursza

 

Ostatnie 30 lat spędziłem badając smoki. Nie było to oczywiście moje jedyne zajęcie, gdyż z pomocą mych braci zdołałem stworzyć „Magiczne Emporium Rodziny Ill Archimond”. Mój przybytek znany jest w całej Barsawii i śmiem twierdzić, że nawet poza nią. Nawet sam Lodos Terent z Lepos przez ostatnie lata zakupił dla swoich pośredników kilka magicznych przedmiotów pozyskanych przez moich adeptów, by potem odsprzedać je z zyskiem w pozostałych prowincjach Thery. W każdym razie, poza badaniami dotyczącymi magii jako takiej, poza przygodami, którymi parałem się za młodu, czas mój zajęty był głównie badaniem smoków.

Przed laty mój znamienity ojciec właśnie mnie powierzył zdobycie przychylności barsawiańskich smoków dla sprawy wyzwolenia Maraku. Jakkolwiek pewną pomoc otrzymaliśmy, to muszę stwierdzić, że raczej Rodzina ill Archimond bardziej się przysłużyła smoczym machinacjom, niżeli ich rady naszym planom. Kto wie, może gdybym miał szansę spotkać się jeszcze kilka razy z Vasdenjasem przed jego tragiczną śmiercią podczas Bitwy o Powietrzną Przystań, zdołałbym więcej osiągnąć? Niestety, pertraktując ze stworzeniami, które przez tysiąclecia rozwijały swój intelekt, można być niemal pewnym, że to one będą dyktowały warunki współpracy.

Muszę niemniej powiedzieć, że w tym momencie uważam się za jednego z największych znawców tej tematyki pośród Dawców Imion. Tutaj być może odrobinę ponosi mnie ego i przyznam, że poznałem jeszcze kilkoro śmiertelników, którzy reprezentowali ogromną wiedzę w tej kwestii. Stary Tiabdjin jest przykładem mędrca ogromnego kalibru, niestety typowa krasnoludzka krótkowzroczność nie zawsze pozwalała mu dojść do wniosków tak jasnych dla wszechstronnego człowieka. Z kolei podczas podróży do Kitaju poznałem jednego z elfich szambelanów Białego Lotosu – wielkiego smoka z tamtego kraju. Jego pan dzielił się z nim podobno całą swoją wiedzą. To czyniłoby wspomnianego elfa największym specjalistą w tej tematyce, gdyby nie to, że z całą pewnością tamtejszy smok nie popełnił błędu Zguby Elfów – samego potężnego Alamaise, przeciwko któremu niegdyś zbuntowały się elfy posiadające znaczną część jego mocy. Nie sądzę więc by w praktyce wiedział on tyle, ile którykolwiek ze smoków Kitaju. Dodam, iż zapewne jeszcze mój druh Arcanion, dzięki swojej przyjaźni z vasgothiańską smoczycą, także reprezentuje wiedzę większą niż pozostali Pasterze Niebios.

Podsumowując, w Barsawii to ode mnie właśnie można uzyskać najpewniejszą informację dotyczącą smoków. Rodzina Denairastów zdecydowanie z nikim się nie podzieli swoimi informacjami, Tiabdjin już niemal nie spotyka się z Dawcami Imion, a jego badania dostępne ogółowi w Wielkiej Bibliotece Throalu nie są niestety kompletne. Wspominając, ile wysiłku kosztowało mnie zdobycie tej wiedzy, postanowiłem ją spisać, by nie przepadła po mej śmierci. Wszak wobec wojny w Maraku nie mogę być pewien, że główna biblioteka mojej rodziny i moi bracia będą w stanie przekazać ją dalej.

Podróże kształcą i dawne wizyty w największych bibliotekach większości znanego świata bardzo się opłaciły. Wieczna Biblioteka Thery, co prawda, przechowuje w tej kwestii mniej materiałów niż Wielka Biblioteka Throalu, ale ja poza nimi zapoznawałem się także z księgozbiorami Indrisy, zawierającymi więcej informacji o pierzastych smokach, a także z wiedzą Kitaju – krainy wciąż władanej przez smoki. Nie bez znaczenia były także spotkania ze wspominaną młodą smoczycą z Vasgothii, której Imienia nie wolno mi podawać, ze zbuntowanym smokowcem Twardej Skóry – najpotężniejszej z wielkich smoków tamtej prowincji, a także z barsawiańskimi wielkimi smokami. Kilkanaście godzin, które poświęcił mi Vasdenjas w czasie naszych dwóch spotkań było dosłownie czarujące. Spotkania z Lodoskrzydłym, jakkolwiek kosztowały mnie fortunę, przyniosły również namacalne korzyści. Przed laty byłem także świadkiem walki w której jeden wielki smok spopielił swojego młodszego kuzyna. Coś takiego uczy więcej, niż godziny przesiedlone w czytelniach.

Poświęciłem kilka ostatnich wersów tym swoistym przechwałkom, by mój czytelnik wiedział, że zgłębia akurat najlepsze, być może na całym świecie, opracowanie dotyczące tej tematyki.

W tej chwili nie chcę przekazywać poznanej przeze mnie historii Wszystkoskrzydłej – matki smoków. Nie będę się też rozwodził nad buntem elfów, jaki miał miejsce przed tysiącami lat, gdy trwała jeszcze Era Smoków. Jakkolwiek wiem wiele o Białym Drzewie, którego w jaskiniach położonych pod Throalem strzeże kitajski wielki smok o Imieniu Ziemny Korzeń, także nie ono będzie tematem tego wpisu. Otóż, przeciętnemu adeptowi takie opowieści nie są niezbędne do przeżycia, czego nie można powiedzieć o wiedzy dotyczącej wyvernów.

Wielu spośród Dawców Imion zetknęło się z tymi okropnymi stworzeniami. Spotkałem nawet kilku ich łowców, a nawet oglądałem kilka ciał upolowanych bestii. Znamienite jest jednak to, że łowcy wyvernów także prawie nigdy nie dożywają sędziwego wieku. Jakkolwiek słyszałem o doświadczonych specjalistach, którzy niejednego takiego stwora już oskórowali i nigdy nie przydarzyło się im niepowodzenie w trakcie polowania, zawsze zdawali się mieć pecha w innych chwilach życia. Z szóstki łowców wyvernów, których kiedyś poznałem, jeden spadł z urwiska na jakimś odludziu pomimo, że wcześniej nie wykazywał żadnego zainteresowania wspinaczką wysokogórską, dwóch tajemniczo zaginęło, kolejna dwójka została zasztyletowana w Wielkim Targu, a jeden porzucił nagle swoje zajęcie i przestał się praktycznie widywać z Dawcami Imion, żyjąc do dziś jako wyśmiewany dziwak w pobliżu Urupy. Konkluzja dotycząca ich losów sama się nasunie po przeczytaniu całego niniejszego opracowania.

Dawno temu już zauważono, że nikt nigdy nie widział jaja wyverna, jego młodego, ani też osobnika zmarłego ze starości. Dziwnym się mogłoby wydawać, że wyverny są widywane niemal wyłącznie w okolicach znanych z pobliskich legowisk wielkich smoków. Otóż nie dzieje się tak przypadkowo. Gady te są niczym innym jak właśnie dorastającymi Smokami!

Każdy, kto czytał opracowanie Tiabdjina z Wielkiej Biblioteki Throalu zatytułowane „O naturze smoków” zauważył zapewne opisane tam podobieństwo dorastających smoków do znanych niemal każdemu podróżnikowi wyvernów. Nie będę tutaj powtarzał wszystkich informacji zebranych przez krasnoludzkiego badacza, ale podam kilka istotnych faktów.

Kiedy smocze pisklę wykluwa się ze swojego jaja jest już pięknym, acz groźnym magicznym stworzeniem. By wydostać się z pancernej skorupy musi osłabić ją za pomocą smoczego ognia, którego moc poznaje już wtedy. Podobno jedynie część z piskląt wychodzi zwycięsko z tej próby, a większość umiera dosłownie spalona przez własną potęgę. Młode, które wydostanie się ze swojego jaja wygląda właśnie jak mały wyvern, któremu brakuje jednak kolca jadowego na końcu ogona.

W tym czasie porozumiewa się ono z wielkim smokiem będącym jego opiekunem dzięki wrodzonej umiejętności „Smoczej Mowy”, będącej swoistą formą telepatii. Wielki smok przez lata przekazuje młodemu wiedzę potrzebną mu, kiedy ten osiągnie wiek dorosły, uczy korzystania z magii oraz pozostałych ze smoczych mocy. Podczas kolejnych lat życia smoczątka, zaczyna być ono coraz bardziej samodzielne i czynnie poznaje świat. Uczy się polowania, lata ponad górami bądź puszczami i zieje coraz potężniejszym ogniem. Oczywiście, wielki smok nigdy nie opuszcza młodych będących pod jego opieką i zawsze stara się być w ich pobliżu, podobnie jak nie zezwala im na zbytnie oddalanie się od swojego leża.

Rosnąc, maluch coraz bardziej przypomina wyverna. U starszych osobników, mających bagatela po sto-kilkadziesiąt lat często pojawia się charakterystyczne żądło na końcu ogona. Niewielu Dawców Imion ma okazję zobaczyć smoki w trakcie tego stadia rozwoju, gdyż ich opiekunowie przykładają się do tego, aby nikt nie był świadkiem nauki i wychowania smocząt. Historia maga, który stworzył pierwszą hydrę z siedmiorga młodych wielkiego smoka o imieniu Thermail jest smutną nauczką dla wszystkich innych smoków.

Zdarzają się czasem sytuacje, gdy to wyrośnięte pisklęta napotykają na swej drodze Dawców Imion. Jakkolwiek, dorosłe smoki starają się nie dopuścić do takich zdarzeń, już wielu adeptów bezmyślnie zginęło biorąc kilka smocząt za stado wyvernów. Fizycznie odrobinę słabsze, niż wyrośnięte wyverny, smocze młode dysponują potężnymi zdolnościami magicznymi i potrafią ziać ogniem. Mogę sobie wyobrazić przerażenie łowcy wyvernów, który, zanim padnie martwy, przez kilkanaście sekund stara się ugasić magiczny ogień, jakim przywitała go niedoszła zwierzyna. Biorąc też pod uwagę bliskość wielkiego smoka,  który od razu rzuci się do obrony młodych, warto dokładnie się ukryć, by lekcja polowania odbierana przez smoczątko nie była ostatnią chwilą w życiu Dawcy Imion.

Kiedy mija jakieś dwieście lat od wyklucia się małego smoka, przechodzi ono do następnego etapu życia i zaczyna dorastać. Pasje chyba właśnie tak pokierowały rozwojem Twórców Imion, by miały one jakąś słabość. Smok zaczynając dorastać, traci niemal całą swoją inteligencję i zapomina dosłownie wszystko, czego nauczył się przez poprzednie stulecia. Jedyną siłą, zaczynającą nim kierować jest agresja oraz podstawowe motywacje, takie jak głód bądź chęć przeżycia. Dorastający smok potrafi podobno rzucić się razem ze swoimi braćmi na dorosłego smoka, który jest wszak od nich o wielokroć potężniejszy. Na szczęście dla pozostałych Dawców Imion, smoki w tym okresie tracą też swoje magiczne moce. W tym czasie stworzenia będące właśnie wyvernami oddalają się od leża ich dawnego opiekuna i zaczynają żerować samodzielnie. Często łączą się w większe grupy, a wielkie smoki ich unikają, by nie zagrażać swoim wychowankom.

Z zapisów Tiabdjina wiadomym jest, że ten okres życia Smoka trwa około stu lat. Szacunkowo przeżywa go jedna trzecia wyvernów. Oprócz padania ofiarami innych potężnych stworzeń, takich jak przykładowo chimery, dorastające smoki często atakują  Dawców Imion, którzy niejednokrotnie potrafią się przed nimi skutecznie bronić. Wiele także ginie zabite przez swoich braci, gdyż agresja nie pozwala im inaczej rozwiązywać konfliktów, niż przez walkę. Co ciekawe, na ile zauważyłem przez lata, smoki nie karzą specjalnie Dawców Imion, którzy zabili wyverny w obronie własnej. Starają się raczej w inny sposób nie dopuścić do ich śmierci.

Poza próbami nieodżałowanego Vasdenjasa, celowo podkreślającego niebezpieczeństwo walki z wyvernami  podczas rozmów z przedstawicielami Wielkiej Biblioteki Throalu, słyszałem o bardziej fantastycznych zdarzeniach. Wiele z potężnych lawin, które schodzą na górskich przełęczach zostało spowodowane przez Smoki,  niepostrzeżenie odcinające Dawcom Imion drogę w rejony, gdzie akurat polowały wyverny. Sam podróżując niegdyś z Tarczami Barsawii byłem świadkiem zdarzenia, którego znaczenie poznałem wiele lat później w rozmowie z jednym ze smokowców Lodoskrzydłego. Kiedy podróżowaliśmy przez Góry Throalskie pewien człowiek zlecił nam intratne zadanie, zabrało nam ono kilka dni i na jakiś czas oderwało od szlaku. Okazuje się, że był to właśnie sługa smoka, a w ten sposób nie pozwolił nam na napotkanie stadka wyvernów, które były wcześniej smoczątkami pod opieką Lodoskrzydłego. Oczywiście smokowiec nie powiedział, że taki był właśnie prawdziwy cel tej misji, ale napomknięcie, że gdybyśmy jej nie przyjęli, spotkalibyśmy stado krwiożerczych wyvernów dało mi do myślenia.

Inaczej wygląda sytuacja z wyspecjalizowanymi łowcami wyvernów. Jak napisałem wyżej, spotyka ich często tajemnicza śmierć. Sam oglądałem ciała dwójki  takich pechowców. Troll, mający przy sobie sprzęt do wspinaczki, znaleziony był roztrzaskany o skały w okolicy, z którą go nic nie wiązało kilka dni po tym, jak tajemniczo zaginął. Zupełnie, jakby ktoś go porwał, odpowiednio ubrał i zrzucił z wysokości. Drugim z łowców, którego zwłoki zobaczyłem z bliska, był człowiek będący doświadczonym adeptem Wojownikiem podróżującym razem z grupą z niejednego pieca chleb jedzącą. Bez wątpienia nawet stado wyvernów nie powinno zrobić im krzywdy. Tymczasem z odległości kilku mil widziałem ich walkę z pojedynczym wyvernem, który rozszarpywał jednego po drugim. Kiedy przeczekałem tę sytuację, mając już swoje podejrzenia co do natury tych stworzeń, przyjrzałem się pozostawionym samotnym zwłokom łowcy. Nie było na nich żadnego śladu użycia mocy wykraczającej poza zakres możliwości wyverna, ale wszystkie ciosy musiały być o wiele mocniejsze i bardziej śmiertelne. Zupełnie, jakby jakaś znacznie potężniejsza istota przybrała kształt wyverna i ku przestrodze zabiła tę grupę łowców.

Podobnie sytuacja się ma do łowców lewiatanów. Jak część Dawców Imion wie, lewiatany są odmianą smoków, które żyją w wodach. Miałem w swoim życiu niepowtarzalną okazję być zaproszony przez Tkającą Falę – potężną przedstawicielkę tej rasy, władającą częścią morza Aras położoną niedaleko Urupy. Spotkała się ona ze mną i trójką innych adeptów, by „prosić” o pewne przysługi. Przy okazji pokazała resztki statków tak zwanych łowców lewiatanów, którzy polowali na jej potomstwo. W odróżnieniu od zachodnich smoków, zwanych powszechnie typowymi, Lewiatany najwidoczniej nie ukrywają tego, że ich dzieci nie powinny być atakowane przez Dawców Imion, nawet jeśli zachowują się agresywnie.

Przechodzę tutaj do kolejnej kwestii. Dlaczego Smoki ukrywają przed populacją Barsawii, że wyverny są ich potomkami? Nie jest to tylko ich domena. Podczas podróży do Kitaju słyszałem opowieści o tajemniczych magicznych latających wężach, które pożerają Dawców Imion. Zakładam, że są one odpowiednikami „naszych” wyvernów, ale także tam skrywane jest to, iż stanowią potomstwo smoków. Jedyna różnica jest taka, że władcy Kitaju surowo zabraniają je zabijać i nieszczęśni Dawcy Imion mają wybór: zginąć między zębami dzikiego dorastającego kitajskiego smoka albo zostać pożartym przez dorosłego smoka jako kara za zabicie „magicznego węża”.

Wydaje mi się, choć pozostaje to jedynie w sferze przypuszczeń, że smokom po prostu zależy na dobrym imieniu swojej rasy. Potężne i dystyngowane wielkie smoki nie życzą sobie być utożsamiane z dzikimi skrzydlatymi jaszczurami, które chcą jedynie mordować wszystkie żywe istoty. Lewiatanom, niemal nie nawiązującym kontaktów z pozostałymi Dawcami Imion najwidoczniej nie zależy na takich sprawach i stąd różnica. Zresztą trudno nie zauważyć, że w odróżnieniu od zachodnich smoków, dorosłe lewiatany prawie nie różnią się od swojego młodego potomstwa. Dodatkowo część społeczności Barsawii nie przyjmuje, że są istotami rozumnymi i stara się z nimi walczyć, niczym ze szkodnikami, takimi jak espagry.

Od żadnego ze smoków, z którymi rozmawiałem nie uzyskałem żadnej bezpośredniej informacji o wyvernach. Przyznam, iż jedynie w Vasgothii próbowałem się dowiedzieć czegoś bezpośrednio od tamtejszej smoczycy, ona jednakże wypędziła mnie ze swojej kryjówki. Gdyby nie obecność Arcaniona, który ją uspokoił, mogłoby być znacznie gorzej. Tamtejszy smokowiec Twardej Skóry był o wiele spokojniejszy, ale powiedział jedynie, że o tej sprawie woli nie mówić i nie udało mi się złamać jego woli. Przez jakiś czas, korzystając z ochrony najpotężniejszej magii iluzjonistycznej, jaka była w stanie mnie ukryć, obserwowałem z bliska wyverny żyjące w obrębie dżungli Liaj, ale także to nie przyniosło żadnych bezpośrednich dowodów. Jedyne, co zaobserwowałem to ogromnego zielonego smoka, który często pojawiał się w miejscu opuszczonym przez wyverny, bez wątpienia będącego sławnym Usunem, władającym dżunglą Liaj. Kilka dni bez snu i ciągłe rzucanie na nowo zaklęć ukrywających na szczęście pozbawiło mnie okazji dyskutowania z tym olbrzymem.

Podsumowując moje wywody, muszę podkreślić, że brak jest mi niezbitego dowodu na to, iż wyverny to dorastające smoki. Ilość bardzo mocnych poszlak w tej kwestii nie pozostawia jednak miejsca na wątpliwości. Stąd istotna porada, jaką muszę się podzielić. Wyverny należy pozostawić w spokoju! Niech zabijają się nawzajem, niech padają ofiarą potężniejszych dzikich bestii krążących po Barsawii. Nawet, jeśli dosyć doświadczony adept nie ma problemu w walce z wyvernem, to nigdy nie zakończy się dla niego dobrze.

Nie ustaliłem, który to ze smoków zamienia się w wyverna i daje nauczkę ich łowcom, ale nie ma to ogromnego znaczenia. Tak czy inaczej, żadna smocza zemsta nie jest czymś, co może się spodobać jakiemukolwiek Dawcy Imion. Lepiej już otrzymać od tych bestii kilka ciosów i uciec albo znaleźć jakiś sposób na ich odpędzenie. Czego wszystkim serdecznie życzę.


Odsłon: 2295

  Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
następny artykuł »