Start
Quentin Tarantino a sprawa barsawiańska Drukuj
Oceny: / 0
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Tsalarioth   
03.05.2007.

Quentin Tarantino a sprawa barsawiańska

Autor: Tsalarioth

 

Niniejszy artykuł autorstwa Tsalariotha pochodzi z portalu Wrota Wyobraźni. Artykuł poświęcony jest nieco odmiennemu podejściu prowadzącego do klimatów panujących na sesjach Earthdawna.

 

"Ok., everybody stay calm, it's a robbery!"
"Anyone of you motherfuckers move, and I'll execute every fuckin' last one of you!"

Na początek pytanie za pięć punktów: na początku jakiego filmu wypowiadane są te słowa?
Brawo. 'Pulp Fiction'.

A teraz kolejne pytanie: kto wyreżyserował ten film? Brawo po raz drugi: Quentin Tarantino.

Czy nie uważasz, drogi MG, że raz na jakiś czas twoja drużyna powinna nieco zmienić klimat? Zmienić poglądy? Ideały, o które walczą? Nie chodzi mi tutaj o drastyczną zmianę, zdradę, która da początek iście homeryckiej kampanii... Nie. Bardziej chodzi mi o lekką zmianę stron, przeprowadzoną i poprowadzoną z dużą dawką humoru.

"Do you like 'The Superhits of the seventies?"

Weźmy pod uwagę inspirację rodem z "Rezerwowych psów". Nasza dzielna drużyna ma do wykonania pewną misję - coś teoretycznie niebezpiecznego, jak np. wykradzenia dokumentów z domu dyplomaty, czy też przejęcie jakiegoś bardzo wartościowego przedmiotu (oczywiście lepiej byłoby, gdyby ten przedmiot był nieco mniej prozaiczny niż walizka diamentów), plan jest jednak na tyle dobrze dopracowany, że ryzyko jest minimalne. Drużyna zna się w końcu nie od wczoraj, już ileś tam wspólnie przeszli, więc ufają sobie i już w skrytości ducha liczą kolejne Punkty Legend. Tylko że coś pójdzie nie po ich myśli. Nagle, podczas wykonywania zadania pojawiają się znikąd dobrze uzbrojeni i przygotowani na wizytę naszych BG strażnicy, zostają zabici niewinni postronni obserwatorzy... Naszym bohaterom udaje się uciec, ale niezbyt daleko - na przykład do jakiejś opuszczonej chaty. Część z nich jest ranna, nawet ciężko, część ekwipunku zgubiona, ale mają to, po co przyszli... Teraz trzeba tylko uciec jak najdalej stąd i nie pozwolić dać złapać się wrogom. Poza tym umysły graczy nurtuje pytanie: skąd tamci wiedzieli o naszym zadaniu? Zaczynają się wzajemne podejrzenia. Ktoś musi być zdrajcą! Dokładnie - ktoś jest zdrajcą. Dla ubarwienia sytuacji możesz, drogi MG, dodać do drużyny kilku NPC-ów, gdyż to na nich skupią się podejrzenia. Oczywiście całkowicie błędnie. Zdrajcą jest jeden z BG - oczywiście dogadujesz się z nim przed sesją. Powody jego zdrady mogą być różne - jeśli chcemy go ocalić przed gniewem przyjaciół drużyny, to niech źródłem jego zdrady będzie szantaż, jeśli postaci używane w tej przygodzie są 'jednorazowe' to niech powoduje nim chęć zysku, zemsta lub też poczucie sprawiedliwości. Użycie jednego z BG jako zdrajcy wprowadza pewien element zaskoczenia - chociaż co bardziej doświadczeni gracze powinni się dość szybko zorientować w czym rzecz, ale przecież nie o to tutaj chodzi. Chodzi o umiejętność dokonywania wyborów - co zrobią, wiedząc, że pościg siedzi im na ogonie - zabiją swojego towarzysza? Unieszkodliwią go? Porzucą? Dodajmy jeszcze, że naszego zdradzającego bohatera czeka nieuchronna śmierć, jeśli opuszczą go przyjaciele... Dlaczego? Pozostawiam to Twojej inwencji, drogi MG.

"Do you read the Bible? There's a passage I got memorized seems appropriate for the moment. Ezekchiel 25:17..."

A może nasi BG staną się chłopcami na posyłki dla lokalnego 'gangstera'? To całkiem niezły motyw umilający kampanię nawet najbardziej praworządnym z BG - niech będą musieli popracować dla złoczyńcy, żeby się wkupić w jego łaski. Do zadań wykonywanych przez naszych graczy mogą należeć: ściąganie długów, rozprawa z konkurencją, eliminowanie tych, którzy zawiedli...

"Do Marcellus Wallace look like a bitch?""WHAT?!""I say, do Marcellus Wallace look like a bitch?""For God's sake, no!""So why d'you want to fuck him like a bitch? And Marcellus doesn't want to be fucked by anyone except for Mrs. Wallace"

Na przykład na początek niech bohaterowie będą musieli odzyskać jakiś przedmiot, o średnio dużej wartości z rąk kilku młodocianych opryszków, którzy zawiedli gangstera i przykładnie ich ukarać. Potem przychodzi czas na eskortowanie kilku podejrzanych transportów, zacieranie śladów po nieszczęśliwym wypadku... Możliwości jest tutaj co nie miara... Dodajmy jeszcze, że na jednego z BG ma oko żona gangstera, który, jak należy się domyślić, jest bardzo, ale to bardzo zazdrosny o swoją połowicę... Jednak musi wyjechać w interesach więc chcąc nie chcąc zostawia żonę pod opieką swoich najlepszych ludzi, ze szczególnym uwzględnieniem pewnego BG. Gdyby coś się jej stało - a stanie się prawie na pewno - nasz BG będzie miał z dupy jesień średniowiecza... Oczywiście naszych bohaterów obowiązuje pewien sposób prowadzenia się, pewien kodeks honorowy i dyskrecja. Nie jest to może taki kodeks jak we włoskiej mafii, ale zawsze... Muszą unikać nadmiernego zwracania na siebie uwagi. Więc gdyby przypadkiem spożywając posiłek w karczmie stali się ofiarami napadu, muszą uważać szczególnie - z jednej strony nie mogą dać sobą pomiatać ani się obrabować, gdyż wtedy stracą tak ciężko wywalczony respekt, zaś z drugiej strony muszą uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi... Zadanie doprawdy trudne, ale wykonalne... honor i szacunek innych przede wszystkim. Nawet za cenę życia.

"Ah, El Bell Boy!"

Ostatnim nawiązaniem do filmów Quentina Tarantino, o jakim chciałem napisać jest wrzucenie bohaterów w sytuację, w której z pozoru błahe zadanie staję się surrealistycznym i prawie nie wykonalnym. Niech wszystko idzie nie tak, ale w sposób dla bohatera fizycznie nieszkodliwy. Niech na swojej drodze napotka najróżniejszej maści wariatów, sabat czarownic, małżeństwo dziwaków i ich nieznośne dzieciaki, czy też nadętego nowobogackiego. Niech zostanie sterroryzowany, zgwałcony, molestowany psychicznie, niech się powoli złamie i zacznie błagać o pomoc. I niech każdy go oleje, chociaż nie, to złe słowo, niech nikt nie potraktuje go poważnie - wybacz stary, musisz wykonać to zadanie i basta. Znikąd pomocy, znikąd ucieczki, tylko nasz BG i jego problem. O przepraszam, żaden problem. PROBLEMY. Liczba mnoga.

"What the ffffffffffuck are you doing here?!!!"

To tyle, ale to jeszcze nie koniec. A właśnie, co tu jeszcze, k...a, robicie? Już iść i grać!!!


Odsłon: 2520

  Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »