Misja Syrena Drukuj
Oceny: / 0
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Nixos   
08.07.2010.

Misja "Syrena"

Autor: Nixos

Tekst pochodzi z Akademii Wiedzy w portalu Moorhold.

 

Raport z misji o kryptonimie "Syrena" dla Generała Chribaca od Strategosa Aureliusa Pontiusa XII Dywizji Piątego Legionu

 

*  

Cel misji: wzmocnienie sił fortu Negran oraz rozbicie stacjonujących w Dolinie Grzmotu sił sufików

Dostepne siły: stu dwudziestu therańskich legionistów przeniesionych z Kreany, pięciu Adeptów: jeden Czarodziej, jeden Zwiadowca, dwóch Wojowników i jeden Łucznik

Czas rozpoczęcia misji: 12 dzień 8 miesiąca

Czas zakończenia misji: misja nie została zakończona

Sprawozdanie:

 

*

12 dzień 8 miesiąca

Do późnych godzin wieczornych dnia poprzedniego wozy z zaopatrzeniem były ładowane, a konie oporządzane. Gdy tylko wstało słońce wyruszyliśmy z miasta Karatha na południowy-wschód starym traktem. Naszym przewodnikiem był niejaki Reesan, theraalhar, który doskonale zna okoliczne tereny. Cała podróż nie powinna zabrać więcej niż tydzień. Raporty zwiadowców i ich sokołów były nad wyraz pomyslne - od wielu dni w okolicy nie widziano oddziałów sufików. Zapewne liżą rany po niedawnej klęsce w bitwie pod fortem Pthramon.

Co do oddziału, mogę napisać tylko tyle, że nie chciałbym znów dowodzić legionistami z Kreany. Te niedouczone dzieciaki myślały, że wojna jest podobna do walki na drewniane mieczyki. Co z tego, że zostali wyposażeni jak przystało na therańskich żołnierzy? Od pierwszego dnia miałem wrażenie, że bez prawdziwej szkoły przetrwania, widoku zarzynanych przyjaciół, głodu i strachu nie będzie z nich dobrych zołnierzy.

 

*

13 dzień 8 miesiąca

Pierwsza noc minęła spokojnie, bez ani jednego alarmu, nawet fałszywego. Pogoda jak na ta porę roku jest wyjątkowo przychylna - temperatura w nocy nie spada za bardzo, a w dzień upał zmiękczony jest miłym, chłodnym wiatrem. W okolicy ani śladów sufików, jednak postępuje zgodnie z

procedurami i co dwie godziny wysyłam zwiadowców na przód, by zbadali teren.

 

*

14 dzień 8 miesiąca

Mniej więcej w południe tego dnia dostrzegliśmy pierwsze oznaki działalności sufików. Miejscami niewyraźne slady końskich kopyt, czasem w oddali odblask pancerza. Żołnierze wyczuli napiętą atmosferę, skończyły się śpiewy. Mozna powiedzieć, że wszyscy zaczeliśmy wyczekiwać rychłego spotkania z buntownikami.

 

*

16 dzień 8 miesiąca

Widać suficy nie chcieli się śpieszyć z atakiem, bo przez dwa dni tylko Nas obserwowali. Dla mnie to nie było nic nowego, ale wśród żołnierzy znów słychać opowieści o "mackach pustyni", które grożą Theranom, jeśli Ci nie opuszczą ich ziemii. Rzecz jasna od razu zebrałem wszystkich do kupy i powiedziałem co sądze o tych bredniach. Zaznaczyłem, że w piaskach nie czają się Horrory, a owe zielone punkty widoczne nocą to tylko znak, że już wkrótce therańska stal będzie mogła napoić sie krwią.

Z racji na wydarzenia jakie rozegrały się tej nocy warto zaznaczyć w jaki sposób obozowaliśmy. Zgodnie z procedurami ustawiliśmy wozy w niewielką spiralę, w środku stawiając namioty. Wartownicy zostali rozesławni na okoliczne wzgórza wraz z rogami, których dźwięk miał Nas zawiadomić o niebezpieczeństwie.

Orkowy zwiadowca Drathus zadął w róg na kilka godzin przed świtem, zanim padł rażony strzałą. Żołnierze naprawdę prędko zdołali się zebrać na równe nogi, by stawic czoła sufikom. Wszystkie nasze czyny były zgodne z procedurami Najwyższego Gubernatora - zdecydowaliśmy się bronić, używając wozów jako naturalnych tarcz.

Suficy wyjechali zza wzgórza z prędkością błyskawicy. Wszyscy na koniach, w ciemnych skórzanych zbrojach, w ręku dzierżyli zakrzywione miecze lub krótkie włócznie do rzucania, na plecach zaś przewieszone mieli okrągłe tarcze. Zanim jednak zbliżyli się, z mojej strony padł rozkaz "Ognia!". Kilkadziesiąt bełtów pomknęło w ich stronę, zwalając z wierzchowców wielu buntowników i nieco hamując impet ich szarży. Wozy doskonale zapewniły Nam bezpieczeństwo przed rozdzieleniem Naszych sił na mniejsze grupki - to raczej suficy zmuszeni byli atakować tylko z kilkoma towarzyszami. W bezpośredniej walce procedury znów okazały się skuteczne - Nasi żołnierze mogli trzymać konnych na dystans dzięki długim lancom, a nawet jeśli zostali zmuszeni do walki w zwarciu Nasze miecze ze stali okazywały się duzo bardziej zabójcze niż prymitywna broń buntowników.

Udało Nam się odnieść wielki sukces w tej bitwie - wszyscy ranni zostali zgładzeni. Pustynny piasek wyssał wiele krwi tej nocy - zginęło przeszło pięćdziesięciu sufików oraz ośmiu Theran, w tym jeden Adept. Sądząc po znakach na tarczach buntowników, pochodzili oni ze szczepu Zandów, którego wioska znajduję się gdzieś w okolicy Doliny Grzmotu. Udało Nam się też zmusić do mówienia kilku rannych sufików. Z ich relacji wynika, że ich szczep dysponuje około osiemdziesięcioma wojownikami, a w Dolinie Grzmotu od dawna nie widziano ani jubruków, ani jinari.

 

*

19 dzień 8 miesiąca

W końcu dotarliśmy do fortu. Załoga, wyraźnie pomniejszona przez niedawne walki z sufikami, przywitała Nas ochoczo i z usmiechem. Do końca dnia udało Nam sie wyładować zapasy do spiżarni, a także zaznajomić się z położeniem i budową samego obozu. Zgodnie z rozkazami przejąłem dowodzenie na czas mojej misji z rąk Strategosa J'herma, t'skrandzkiego Fechtmistrza.

Obóz, zbudowany na planie kwadratu, nie jest duży: składa się z kilku mniejszych i jednego większego budynku. Otoczony jest wysoką na dziesięć stóp drewniana palisadą. Na każdą część ogrodzenia przypadają trzy wieże strażnicze. Na środku fortu został zbudowany, wysoki na dwadzieścia stóp, punkt obserwacyjny.

Negran jest kluczowym miejscem dla tej części Maraku - chroni bowiem kilka fabrica przed sufikami, a także jest gwarantem bezpiecznych dostaw zapasów żywności i ludzi dla następnych fortów. Dlatego rozbicie sił sufików w Dolinie Grzmotu jest tak ważne dla bezpieczeństwa Naszych żołnierzy.

 

*

21 dzień 8 miesiąca

Zebrałe setke najlepszych chłopaków, czterech Adeptów i ruszyłem w stronę Doliny. W warunkach normalnej wojny najważniejszym czynnikiem jest zaskoczenie. Jednak w Maraku, gdzie Twoi wrogowie znają każde miejsce w górach, każdą szczelinę w dolinach i każde ziarenko piasku na pustyni, gdzie parszywe jinari mogą sterować horrorami niczym czółnem, a jubruqowie ciskają w Twoich żołnierzy najbardziej śmiercionośnymi czarami - jedynym therańskim atutem jest siła stali, potęga naszej magii i wysokie morale.

Zwiadowcy zdołali złapać jednego z sufików, który starał się wysledzić ruchy naszego oddziału. Parszywy pies nie chciał nic powiedzieć do czasu, gdy nie zaczeliśmy mu wyrywać paznokci, a ran traktować solą. Dowiedzieliśmy się, że główne wejscie do Doliny jest ciągle obserwowane i wystarczy tylko Nasza obecność, a góry zrzucą na Nas w swej wściekłości grad kamieni. Osobiście uważam, że mówił o sufikach przyczajonych na szczycie doliny, którzy jednym ruchem kamieni są w stanie spuścić Nam lawinę na głowę. Udało się Nam dowiedzieć o sekretnym przejściu przez wąwóz zwany Il-hanar. Żołnierze, którzy spędzili w Negran więcej czasu niż ja twierdzili, że to miejsce jest przeklęte i to tam trafiają właśnie dusze zabitych przez Theran sufików.

Ja jednak, Strategos Aurelius Pontius, zdecydowałem o wyprawieniu się do owego wąwozu, celem zaskoczenie i zniszczenia szczepu Zandów w Dolinie Grzmotu. Efekt końcowy był zależny tylko i wyłącznie od tej decyzji.

 

*

23 dzień 8 miesiąca

Dotarliśmy do wąwozu. Od czasu opuszczenia Negran nikt z Nas nie zauważył śladów sufików. Bylismy tak pewni, że dzień wcześniej pozwoliłem moim żołnierzą rozpalic ogniska i posilić się do syta. Powinni mieć siły do walki z sufikami.

Il-hanar, Gardło Śmierci. Wysokie, prawie pionowe ściany, lekka mgiełka i dziwnie niska temperatura napewno nie podniosła na duchu żołnierzy. Powoli, blisko zgrupowani, wkroczyliśmy w nieznane. Querth, elficki Czarodziej, uspokoił Nas mówiąc, że nie wyczuwa w tym miejscu działania Horrorów. Czy mówił prawdę, czy łgał - nie wiem.

Źle zaczeło się dziać dopiero po kilku godzinach marszu. Odczuwaliśmy dziwny niepokój - według słów sufika już za kilka chwil wąwóz powinnien otworzyć się na Dolinę Grzmotu. Nic takiego jednak się nie działo, a dziwna mgiełka zdawała się być gęsta jak kozie mleko. Nagle, idący przodem Eran, krasnoludzki Wojownik, krzyknął przeraźliwie. Nie zdażyliśmy nawet się przegrupować, gdy w Naszą stronę pomnknęły strzały. Najgorsze było jednak to, że atak zadawał się być z każdej strony - z przodu, z tyłu i z góry. Chwila dezorganizacji w Naszych szeregach wystarczyła, by na ziemi leżało juz kilkunastu Theran - rannych lub zabitych. Nie było innej możliwości, jak ruszyć pędem do przodu licząc na to, że wąwóz rzeczywiście otworzy się na Dolinę, gdzie Nasze szanse wzrosną. Mój krzyk odbił się echem po wąwozie, a moi żołnierze rzucili sie w przód. Raz po raz któryś z nim padał, jednak zarówno Querth jak i Patulus, łucznik, ciskali we wrogów wszystko to, co mieli przygotowane dla buntowników. Wąwóz juz po chwili stał sie areną w walce świateł, kolorów, krzyków i jeków rannych.

W końcu zobaczyliśmy jak wąwóz otwiera się. Łagodnym zboczem zbiegliśmy w dół, gdzie czekali już na Nas suficy. Straty jaki im zadalismy w ostatniej bitwie były wyraźnie widoczne - nie wszyscy posiadali konie, wielu było rannych. Jednak to na Nas wciąż sypał sie grad strzał i to my byliśmy w beznadziejnej sytuacji. Kiedy miecz starł się z mieczem, a suficy zaczeli się powoli cofać, wyraźnie zaskoczeni impetem naszego uderzenia, zdawać się mogło, że szala zwycięstwa musi przechylić się na Naszą korzyść. Ruszyliśmy za wycofującymi się buntownikami, raz za razem zbliżając się do Doliny. 

Miejsce to, zwane Doliną Grzmotu, okazało się niewielką kotliną otoczona górami. Na twardej ziemii suficy postawili swe namioty. Niewielkie jeziorko prawdopodobnie było głównym źródłem zaopatrzenia w wodę dla wioski. Suficy, wiedząc, że jeśli teraz Nas nie pokonaja, to dostaniemy się do namiotów, gdzie czekają na nich kobiety, dzieci, starcy i ranni, dostali chyba od Pasji nowe siły. Każdy z tych barbarzyńców bił się za trzech, w ich oczach zobaczyć można było jakąś furię. Nie rozumiałem tej zmiany do momentu kiedy Patulus nie wskazał mi jej źródła: niedaleko miejsca bitwy, na wzgórzy, stała krępa osoba o lekko niebieskawym odcieniu skóry. Otoczona przez kilku sufickich wojowników, zdawała się być w transie. Dziwna aura, jaka objęła buntowników, musiała dodawać im sił! Nie zastanawiałem sie długo i wraz z kilkoma żołnierzami odłączyliśmy się od bitwy i ruszyliśmy im na przeciwko. Zanim dobiegliśmy, z torsu dwóch wojowników sufickich wystawały strzały Patulusa. Jednak walka wręcz okazała się dużo trudniejsza. Moi towarzysze nie nadążali za ciosami wrogów. Mnie natomiast, dzięki sprawnemu pozbawienia głowy wroga, udało sie przebić do będącego w transie szamana. Zapewne bitwa skończyła by się zupełnie innym wynikiem, gdyby nagle pod moimi stopami nie zatrzęsła się ziemia, ściagając mnie w dół. ten krótki czas pozwolił sufikom wyprowadzić swego szamana w tył. Zostałem sam, moi towarzysze leżeli martwi, zaszlachtowani przez zabójcze ostrza buntowników.

Bitwa była przegrana. Dałem sygnał do odwrotu, który zabrał kolejne ofiary w wąwozie. W sumie do fortu Negran powróciło piętnastu żołnierzy.

Raport został zatwierdzony przez generała Chribaca. Efektem była degradacja Strategosa Aureliusa Pontiusa do stopnia Centuriona, odesłanie go do Maracazaru, wysłanie w rejon Doliny Grzmotu oddziału złożonego ze stupięćdziesięciu żołnierzy i jeden kili pod dowództwem Strategosa Marcusa Debessa i Kapitana Throm'ka


Odsłon: 1989

  Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »